Prawo moralne cz. 3

Poprzedni post – http://www.wais.com.pl/prawo-moralne-cz-2/

To z góry ma na myśli, jako rzecz możliwą i pożądaną, nie tylko społeczeństwo, lecz również już pewien określony stan społeczny.

Że na dnie jego „rozumu praktycznego” rzeczywiście kryje się potrzeba takiego społeczeństwa i określa jego bezprzestrzeniowe i bezczasowe prawo moralne, to Kant sam zdradza w jednym miejscu swojej „Krytyki praktycznego rozumu“, gdzie polemizuje przeciw wyprowadzeniu prawa moralnego z żądzy.

Żądza zatem dlatego nie może być maksymą, zdatną na zasadę powszechnego prawodawstwa, że wywoływać może dysharmonie socjalne. Prawo moralne ma za zadanie stworzyć społeczeństwo harmonijne. A takie społeczeństwo musi być możliwym, inaczej bowiem byłoby nonsensem chcieć je stworzyć.

Prawo moralne Kanta ma więc z góry na myśli społeczeństwo harmonijne, jako pożądane i również jako możliwe. Ale ma ono również z góry na myśli, że prawo moralne jest środkiem do stworzenia takiego społeczeństwa, że rezultat ten osiągnięty być może za pomocą reguły, którą pojedyncza jednostka sama sobie nakłada. Widzimy, jak gruntownie łudzi się Kant, gdy sądzi, że jego prawo moralne jest niezależne od wszelkich warunków świata zmysłowego i stanowi zatym zasadę, rozciągającą się na wszystkie bezprzestrzeniowe i bezczasowe duchy, nie wyłączając samego Pana Boga.

W rzeczywistości prawo moralne Kanta jest rezultatem bardzo konkretnych potrzeb społecznych. Naturalnie, ponieważ jest wynikiem dążenia do społeczeństwa harmonijnego, to można z niego wyprowadzić również ideał społeczeństwa harmonijnego, i w ten sposób udało się zrobić z Kanta założyciela socjalizmu. P. Cohen powtarza to znowu w najświeższym swym dziele „Ethik des Reiner Willens” (1905). W rzeczywistości jednak Kant jest bardziej oddalony od socjalizmu, aniżeli materializm francuski osiemnastego wieku. Podczas gdy według tego ostatniego moralność zależy od stanu państwa i społeczeństwa, tak, że reformę moralności poprzedza reforma państwa i społeczeństwa, i walka przeciw niemoralności rozwijała się w walkę przeciw panującym stosunkom, u Kanta społeczeństwo, istniejące w czasie i przestrzeni, zależy od prawa moralności, istniejącego poza obrębem przestrzeni i czasu i stawiającego swoje wymagania jednostce, a nie społeczeństwu. Jeżeli moralność jednostki jest niedostateczną, to winy szukać należy nie w państwie i społeczeństwie, lecz w okoliczności, że człowiek nie jest skończonym aniołem, a na pół zwierzęciem, psutym wciąż na nowo przez swoją naturę zwierzęcą, przeciw której walczyć może tylko za pomocą wewnętrznego udoskonalania się. Społeczeństwo może się polepszyć tylko w ten sposób, że każda jednostka się polepszy.

Jak widzimy, osobliwe formy przyjmuje socjalizm, skoro za założyciela jego uważać będziemy Kanta. Ta osobliwość nie znika bynajmniej, gdy przystępujemy do dalszego rozważania jego prawa moralności.

Kantowskie prawo moralności było protestem przeciw bardzo konkretnemu społeczeństwu feudalnemu z jego stosunkami zależności osobistej. Rzekomo „socjalistyczne” twierdzenie, stwierdzające osobowość i godność człowieka, daje się tak samo pogodzić z liberalizmem lub anarchizmem, jak ze socjalizmem i zawiera myśl, również mało nową, jak cytowane powyżej twierdzenie o prawodawstwie powszechnym. Jest ono filozoficznym sformułowaniem idei „wolności, równości i braterstwa”, którą rozwinął już Rousseau i którą zresztą można już było odnaleźć w chrześcijaństwie pierwotnym. Kantowską jest i tu również tylko szczególna forma uzasadnienia tego twierdzenia.

Godność osobowości ludzkiej wywnioskowana jest mianowicie stąd, że człowiek jest częścią świata nadzmysłowego, że jako istota moralna stoi poza obrębem natury i ponad naturą. Osobowość jest „wolnością i niezależnością od mechanizmu całej natury”, tak, że „osoba, jako należąca do świata zmysłów, poddaną jest swej własnej osobowości, o ile należy jednocześnie do świata pojęciowego”. Niema więc w tym nic dziwnego, „ że człowiek, jako należący do obydwóch światów, rozpatrywać musi swoją własną istotę, w stosunku do swojego drugiego i najwyższego powołania, nie inaczej jak ze czcią, a prawa tej swojej istoty z najwyższym szacunkiem”.

W ten sposób doszlibyśmy znowu i szczęśliwie do starego chrześcijańskiego uzasadnienia równości wszystkich ludzi, która wynikać ma z tego, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga.