Prawo moralne cz. 2

Wcześniejszy wpis – http://www.wais.com.pl/prawo-moralne-cz-1/

Najlepszy wszakże dowód istnienia Boga i nieśmiertelności w tym świecie zaświatowym czerpał Kant z prawa moralności. Znajdujemy więc u niego znowu, jak u Platona, że odrzucenie naturalistycznego wyjaśnienia prawa moralności i uznanie osobnego świata duchów lub jeżeli kto woli świata duchowego, nawzajem się podpierają i czynią się niezbędnymi.

W jaki jednak sposób mógł Kant poczynić dalsze spostrzeżenia w tym świecie duchowym? Krytyka czystego rozumu umożliwiła mu powiedzieć o nim tylko tyle, że jest bezprzestrzeniowy i bezczasowy. Teraz wszakże należało tę bezprzestrzeniowość napełnić treścią. I na to znalazł Kant radę.

Niepoznawalny świat rzeczy samych w sobie staje się przynajmniej w części poznawalny, jeżeli uda się uchwycić choć jedną rzecz samą w sobie. I taką rzecz samą w sobie znajdujemy u Kanta. Jest nią osobowość człowieka. Dla siebie samego jestem jednocześnie zjawiskiem i rzeczą samą w sobie. Mój czysty rozum jest rzeczą samą w sobie. Jako cząstka świata zmysłów podlegam łańcuchowi przyczyn i skutków, a więc konieczności; jako rzecz sama w sobie, jestem wolny, to jest, czyny moje zależą nie od przyczyn, działających w świecie zmysłów, lecz od tkwiącego we mnie prawa moralności, które pochodzi z czystego rozumu i woła we mnie nie: „jesteś zmuszony“, lecz: „jesteś obowiązany”. Ta obowiązkowość byłaby jednak nonsensem, gdyby nie odpowiadała jej możność spełnienia obowiązku, gdybym nie był wolny.

Moralna wolność człowieka jest, zaiste, orzechem trudnym do zgryzienia. Ciągnie ona za sobą nie mniej sprzeczności, niż idealność czasu i przestrzeni. Ta bowiem wolność wyraża się w czynach, należących do świata zjawisk, czyny zaś te, jako takie, wpadają w łańcuch przyczyny i skutku, są niezbędne. Te same więc czyny są jednocześnie wolne i konieczne. Ponadto jednak wolność pochodzi z bezczasowego świata „pojęciowego“, przyczyna i skutek natomiast istnieją zawsze w określonym okresie czasu. Ten sam w czasie określony czyn ma za tym przyczynę zarówno pozbawioną czasu jak i określoną danym czasem.

Jakim więc jest teraz to prawo moralne, które z tamtego świata rzeczy samych w sobie, ze „świata rozumu“, przenosi swoje działanie w świat zjawisk, w „świat zmysłów2 i podbija sobie ten świat? Ponieważ pochodzi ze świata rozumu, to podstawa jego tkwić może również tylko w czystym rozumie. Prawo moralne może być tylko czysto formalnej natury: musi bowiem pozostać zupełnie wolnym od wszelkiego stosunku do świata zmysłów, któryby natychmiast wniósł w nie stosunek przyczyny i skutku, podstawę woli, która by zniosła jego wolność.

Nadzwyczaj nowym to „prawo zasadnicze” nie jest. Stanowi ono tylko filozoficzny przekład starego przysłowia: nie czyń drugiemu, co tobie nie miło. Nowym w tym jest tylko oświadczenie, że przysłowie to stanowi objawienie świata pojęciowego; objawienie, które z największym nakładem myśli filozoficznej należało odkryć jako zasadę, obowiązującą nie tylko człowieka „lecz rozciągającą się na wszystkie istoty śmiertelne, obdarzone rozumem i wolą, ba, nawet na istotę nieskończoną, jako rozum najwyższy“.

Niestety, ugruntowanie tej zasady, obowiązującej również „rozum najwyższy”, wykazuje fatalną dziurę. Zasada ta musi „być niezależną od wszystkich warunków, należących do świata zmysłów”, ale łatwiej to powiedzieć, niż wykonać. Jak niemożliwym jest za pomocą pompy powietrznej stworzyć przestrzeń, zupełnie pozbawioną powietrza; jak przestrzeń ta zawsze zawierać musi powietrze, choćby w stopniu tak rozrzedzonym, że staje się dla nas nieuchwytnym, tak samo niemożliwym jest ująć myśl, niezależną od wszystkich warunków świata zmysłowego. I prawo moralne nie może uniknąć tego losu.

Już samo pojęcie prawa moralnego zawiera w sobie warunki, należące do świata zmysłów. Nie jest to prawo „czystej woli samej w sobie, lecz prawo, określające moją wolę w stosunku do moich bliźnich, których ma z góry na myśli; ale ci bliźni są dla mnie „zjawiskami”,  częściami świata zmysłów.

Ale jeszcze więcej ma na myśli sama forma prawa moralnego: „Czyń tak, aby maksyma twojej woli mogła w każdym czasie służyć jednocześnie jako zasada powszechnego prawodawstwa”. Ma ona z góry na myśli nie tylko innych ludzi prócz mnie samego, lecz również życzenie, aby ci ludzie zachowywali się w określony sposób. Mają oni postępować tak samo, jak prawo moralne nakazuje mnie postępować.