Krytyka poznania cz. 2

Poprzedni wpis – http://www.wais.com.pl/krytyka-poznania-cz-1/

Ale nie tak sądzi Kant. Ponieważ przestrzeń i czas są wyłącznymi formami, w których moja zdolność poznawcza w stanie jest poznawać świat, to sądzi on, że przestrzeń i czas są formami, które istnieją wyłącznie w mojej zdolności poznawczej, którym nie odpowiadają żadne zjawiska świata rzeczywistego. W dziele swoim „Prolegomena zu jeder kiinftigen Metapkysik” Kant porównywa raz wyobrażenie przestrzeni z wyobrażeniem kolorów. To porównanie wydaje się nam bardzo słusznym, ale nie dowodzi wcale tego, co chce Kant. Jeżeli cynober wydaje mi się czerwonym, to jest to na pewno zależne od natury mojej zdolności wzrokowej. Poza nią niema żadnego koloru. To, co wydaje mi się kolorem, wywoływane jest falami eterycznymi określonej długości, uderzającymi moje oko. Gdybyśmy fale te w stosunku do koloru uważać chcieli za rzecz samą w sobie – w rzeczywistości, oczywiście, tak nie jest – to nasza zdolność wzrokowa byłaby nie zdolnością widzenia rzeczy samych w sobie, nie takimi, jakimi są, lecz zdolnością widzenia ich takimi, jakimi nie są; nie zdolnością poznania, lecz zdolnością łudzenia się.

Ale inaczej ma się rzecz, jeżeli nie jeden, lecz wiele kolorów rozpatrujemy, jeżeli odróżniamy jeden od drugiego. Każdy z nich wywoływany jest przez inne, określonej długości fale. Różnicom w kolorach odpowiadają różnice w długości fal eterycznych. Te różnice tkwią nie w mojej zdolności wzrokowej, lecz w świecie zewnętrznym. Zdolność wzrokowa powoduje tylko tyle, że te różnice dochodzą do świadomości mojej w określonej formie, w formie koloru. Jako środek do zauważenia tych różnic, zdolność wzrokowa jest rzeczywiście zdolnością poznania, a nie łudzenia. Te różnice nie są samymi tylko zjawiskami. To, że dostrzegam kolor zielony, czerwony i biały, tkwi w mojej zdolności wzrokowej. Ale to, że kolor zielony jest czymś innym od czerwonego, wskazuje na coś, co tkwi na zewnątrz mnie, jest dowodem istnienia rzeczywistych różnic rzeczy.

Prócz tego jednak osobliwość mojej zdolności wzrokowej powoduje, że przez to poznaję tylko drgania eteru. Wszystkich innych oddziaływań na mnie świata zewnętrznego poznać przez to nie mogę.

Jak ze zdolnością wzrokową w szczególności, tak ma się sprawa ze zdolnością poznawczą w ogóle. Ta ostatnia może mi dostarczać tylko wyobrażenia przestrzeni i czasu, to jest, ukazywać mi tylko takie stosunki rzeczy, które w stanie są wywoływać w mózgu moim wyobrażenia przestrzeni i czasu. Na wrażenia innego rodzaju, gdyby takie istnieć miały, nie reaguje. Moja zdolność poznawcza powoduje dalej, że te wrażenia dochodzą do wiadomości w poszczególny sposób. O tyle kategorie przestrzeni i czasu ugruntowane są we właściwościach mojej zdolności poznawczej. Ale stosunki i różnice rzeczy samych, które ukazują mi się w poszczególnych wyobrażeniach przestrzeni i czasu, tak, że rozmaite rzeczy ukazują mi się jako wielkie i małe, bliskie i oddalone, wcześniejsze lub późniejsze, są rzeczywistymi stosunkami i różnicami świata zewnętrznego, zależą nie od rodzaju mojej zdolności poznawczej.

Jeżeli za tym danej rzeczy samej w sobie poznać nie możemy, jeżeli pod tym względem nasza zdolność poznawcza jest zdolnością niepoznawania, to jednak rzeczywiste różnice rzeczy poznać możemy. Te różnice nie są samymi tylko zjawiskami, jakkolwiek pojmowanie ich zdobywamy za pośrednictwem zjawisk; istnieją one poza nami i mogą być przez nas poznane, jakkolwiek w określonych tylko formach.

Kant natomiast sądził, że nie tylko przestrzeń i czas są dla nas formami myślenia, lecz że również i różnice przestrzeni i czasu w zjawiskach wynikają tylko z naszej głowy, że nie są wyrazem żadnej rzeczywistości. Gdyby tak było rzeczywiście, to również wszystkie zjawiska wypływałyby tylko z naszej głowy, gdyż wszystkie przyjmują formę przestrzeni i czasu, wtedy nie moglibyśmy nic wiedzieć o świecie, poza nami leżącym, nawet o tym, że istnieje. Gdyby jednak istniał świat poza nami, wtedy, dzięki idealności przestrzeni i czasu, nasza zdolność poznawcza tworzyłaby nie jednostronny, niedostateczny mechanizm, który nam umożliwia tylko jednostronne poznanie świata, lecz tworzyłaby w swoim rodzaju doskonały mechanizm, mianowicie taki, któremu nie brak niczego, aby wykluczyć dla nas wszelkie poznanie świata. A wtedy byłby to w każdym razie mechanizm, do którego określenie „zdolność poznawcza” pasuje jak pięść do oka.

Kant mógł sobie bardzo energicznie powstawać przeciw „mistycznemu” idealizmowi Berkeley’a, pragnąc go wyrugować za pomocą swojego idealizmu „krytycznego”. Ale jego własna krytyka przyjmuje obrót, który znosi jego własne zasady, mianowicie, że świat istnieje rzeczywiście i poznany być może tylko drogą doświadczenia, i z jednej strony wyrzuconemu mistycyzmowi otwiera szeroką bramę tryumfalną, przez którą mistycyzm szumnie wkracza z drugiej strony.