Krytyka poznania cz. 1

Kant stanął na tym samym gruncie, co materialiści uznawał, że świat, poza nami leżący, jest światem rzeczywistym i że punktem wyjścia wszelkiego poznania jest doświadczenie zmysłowe. Ale nasze poznanie doświadczalne jest produktem, złożonym z tego, co otrzymujemy drogą doświadczenia zmysłowego, i z tego, co wydaje z siebie nasza własna zdolność poznawcza; innymi słowy, nasze poznanie świata zależy nie tylko od właściwości świata zewnętrznego, lecz również od właściwości naszej własnej zdolności poznawczej. Dla poznania za tym świata również niezbędnym jest zbadanie naszej zdolności poznawczej, jak i zbadanie świata zewnętrznego. Zbadanie pierwszej jest zadaniem filozofii; ta ostatnia jest nauką nauki.

Niema w tym nic, czego by nie mógł podpisać żaden materialista, ani co by już pierwej, za wyjątkiem zdania ostatniego, nie zostało powiedziane również przez materialistów. Ale, zaiste, tylko w ten sposób, jak oddzielne zdania materialistycznego poglądu na historię wygłoszone zostały już przed Marxem, jako poglądy, które nie działają dalej zapładniająco. Dopiero Kant uczynił z nich podstawę całej swojej nauki. Dzięki niemu dopiero filozofia stała się rzeczywiście nauką nauki, której zadaniem jest nie wykładać określoną filozofię, lecz samo filozofowanie, sam proces poznawania, metodę myślenia, za pomocą krytyki poznania.

Ale Kant poszedł dalej, i właśnie jego największy czyn filozoficzny, badanie zdolności poznawczej, stał się zarazem jego grzechem pierworodnym.

Ponieważ doświadczenie naszych zmysłów ukazuje nam świat nie takim, jakim jest sani w sobie, lecz tylko takim, jakim jest dla nas, jakim się nam wydaje dzięki naturze naszej zdolności poznawczej, to świat sam w sobie musi być innym od świata, jaki się nam ukazuje. Dlatego Kant odróżnia świat zjawisk, świat „phaenomenów” od świata rzeczy samych w sobie, świata „noumenów“. Zaiste, ten ostatni nie jest dla nas poznawalny, leży poza granicami naszego doświadczenia i dlatego nie potrzeba wcale zawracać sobie nim głowy; można by go po prostu używać jako wyraz faktu, że nasze poznanie świata ograniczone jest zawsze rodzajem naszej zdolności poznawczej, jest zawsze względnym, że istnieć mogą dla nas prawdy tylko względne, a nie absolutne, nie poznanie skończone, lecz tylko nieskończony proces poznania.

Ale na tym Kant nie poprzestał. Uczuwał niepohamowaną chęć rzucenia wzrokiem w ów nieznany, niezbadany świat rzeczy samych w sobie, aby choć przeczucie jego zdobyć.

I w samej rzeczy, doszedł do tego, że o tym świecie niepoznawalnym wygłosił zupełnie określone zdania. Drogę ku temu ujrzał w krytyce naszej zdolności poznawczej.

Krytyka ta, oddzielając od doświadczenia wszystko, co pochodzi od zmysłów, ma dojść do wykrycia czystych form poznania i pojmowania, które tkwią w naszej „duszy” z góry, a priori, jeszcze przed wszelkim doświadczeniem.

W ten sposób odkrył on idealność przestrzeni i czasu. Nie mają to być pojęcia, zdobyte drogą doświadczenia, lecz tylko formy światopoglądu, tkwiące w naszej zdolności poznawczej. Świat poznawać możemy tylko w formie wyobrażeń przestrzeni i czasie. Ale poza obrębem naszej zdolności poznawczej nie istnieje żadna przestrzeń ani żaden czas. W ten sposób Kant dochodzi do tego, że o świecie zjawisk samych w sobie, o owym święcie zupełnie niepoznawalnym, wypowiada zdanie bardzo określone, mianowicie, że świat ów jest bez przestrzeni i bez czasu.

Ten logiczny rozwój wniosków jest bez wątpienia najśmielszym czynem ducha ludzkiego. Ale to bynajmniej nie znaczy, że jest zupełnie bez zarzutów. Przeciwnie, można temu niesłychanie wiele zarzucić i rzeczywiście podniesiono przecić temu zarzuty nader ciężkiej wagi. Uznanie idealności przestrzeni i czasu w myśl Kanta prowadzi do niedających się rozwikłać sprzeczności.

Niewątpliwym jest, że wyobrażenia nasze o przestrzeni i czasie zależne są od natury naszej zdolności poznania, ale oznacza to, jakbym sądził, tylko tyle, że poznawane przez nas mogą być te tylko zjawiska świata, które w naszej zdolności poznawczej wywołują wyobrażenia przestrzeni i czasu. Idealność czasu i przestrzeni oznaczałaby wówczas, tak samo jak rzecz sama w sobie, tylko określoną granicę naszego poznania. Zjawiska zaś takie, które nie mogą przyjąć formy wyobrażeń przestrzeni i czasu – gdyby rzeczywiście takie zjawiska istnieć miały, o czym nic nie wiemy, są dla nas nieuchwytnymi, jak ultrafioletowe i ultraczerwone promienie dla naszej zdolności wzrokowej.